Skończył się czas pytania na powitanie Gładycha: „I jak film?”
a zaczął się okres: „Skąd ten pomysł?” Ruszają dziennikarze do ataku ze swoim
sztandarowym pytaniem. Dwoję się i troję, aby mądrze odpowiadać na to
filozoficzne pytanie i w rezultacie muszę kłamać na potęgę. Nie sposób wyjawić prawdy,
bo dziwnym trafem pomysły przychodzą mi do głowy w miejscach odosobnienia. Nie,
nie w więzieniach, aresztach czy też podziemnych apartamentach Josefa Fritzla, ale w rewirach, jakby nie
było, bardziej człowiekowi przyjaznych.
Mam od lat tylko dwa takie pomysłodajne miejsca. Pierwsze koncentruje się na
dnie kufla piwa. Pod białą pianką i złocistym płynem leżą i czekają na mnie
pomysły szalone i ulotne. A te bardziej realne ujawniają się zawsze w ubikacji.
Nic na to nie poradzę. Tak było i jest, ale jak ten przeważnie śmierdzący fakt sprzedać
mediom? Czy mogę w wywiadzie przyznać
się do pochodzenia moich pomysłów , do mechanizmu ich powstawania? Do tego, że
jak już człowiek wyrzuci z siebie całe to „gówno”, to w nim taka próżnia
powstaje, że zasysa nowe pomysły? Nie mogę. Muszę fakt ten ukrywać i gadać, gadać
miło. A to, że natchnęło mnie w porannych promieniach gdzieś na łonie natury ,a
to myśli mi takowa przyszła podczas oglądania obrazu Vermeera lud wśród
antycznych ruin Pompei. A do premiery
czeka mnie nieustanny taki słowotok. Mam gadać dla prasy, mam gadać do radia i
nawet do narodu podczas jakiegoś spotkania na Tofifeście. Problem jest jednak
taki, że mi się już przez półtoraroczny okres robienia filmu literki wytarły, a
myśli wyświechtały. Mam wrażenie, że wszystko już powiedziałem a teraz zamieniam
tylko czas przyszły na przeszły. Tak będzie jeszcze miesiąc. A potem przyjdzie
czas słuchania pochwał, uwag i pretensji. Będzie to też czas anonimowych wpisów
w sieci. I wtedy to dopiero będzie ciekawie! Póki, co jednak, zapraszam na
pogawędkę w niedzielę do Baja Pomorskiego o 15.30. Pan Bączyk i Woźniak
opowiedzą o swoich filmach, a ja wam pokażę jak zamienia się czasy w języku
polskim.
środa, 17 października 2012
niedziela, 14 października 2012
Muzyczny dzien
Myślałem, że takie rzeczy w moim wieku już się nie zdarzają,
bo już słuch nie ten i nasłuchał się człowiek w życiu, nabywał na koncertach
rockowych, jazzowych i muzyki klasycznej. Dzisiaj muzyka stała się dla mnie
tłem, a nie jak to kiedyś było – powietrzem niezbędnym do życia. Człek by sobie
usiadł przed kominkiem ze szklaneczką dobrej Whisky i posłuchał Verdiego.
Nic z tego. Nie mam ani kominka, ani whisky, za to mam muzę.
Odkryłem dzięki synowi cudną kapelę. Nie tylko pod względem muzycznym mi odpowiada,
ale też zaciekawili mnie tekstowo. Może trochę patetyczne, ale i tak o niebo
lepsze od milionów słów wlewanych do moich małżowin przez polskich rockowców.
Bo cierpię jak słyszę coś takiego –
„Na tobie kształtne blizny
Dusza z silikonu
Makijaże bez twarzy
Prostowanie krzywizny
Budowanie karłom tronów”
O Boże, silikon
mi się wylał z woreczków i duszę mi zachlapał. To ja już wolę:
„Jak ogień z wewnątrz
Rozpalony przez rozlew krwi
W berserkerach (wojownikach) z Północy”.
Przydałoby mi się coś takiego, jako klip filmu, niestety
muzyka robiona przez Rafała Kołackiego będzie miała całkowicie inny charakter. To
dobrze dla filmu, ale klipu to się raczej z tego nie zrobi. Jednak w filmie wykorzystam
klasykę w wykonaniu Russkaja Dusza, to może.
środa, 10 października 2012
Wyjątkowy post - Gładych chwali
Rach –ciach i po zdjęciach. Koniec filmowania, zostały już
tylko dokrętki. Minął półtoraroczny okres, w którym gdzieś przepadło kilka
kilogramów Gładycha a kilka milionów jego neuronów odmówiło współpracy. W
filmie zgrało ponad 150 osób i kilkanaście przewinęło się w produkcji. Ekipa
zmieniała się często, wiele osób odpadło. Część z nich musiała pójść własną
drogą, skupić się na swojej pracy, a część najnormalniej w świecie nie nadawała
się do tej roboty z racji nieumiejętności współpracy z grupą i nadmiaru pustej
ambicji. Nie dali rady i teraz na szczęście inni się z nimi meczą, nie ja. Mi
pozostali ci najlepsi. Od samego początku, od pierwszego klapsa tylko dwie
osoby trwają, znoszą kaprysy pana reżysera, często zagryzając język, robią
swoją robotę. Najdłuższy staż ma para operatorów – Jacek Banach i Adam Fisz.
Początki były trudne, gdyż panowie są z różnych bajek, ale dzisiaj już są kompatybilni
w sposób wręcz metafizyczny. Jacek, jedyna osoba w ekipie z wykształceniem
filmowym jest właśnie taki, akademicki. Doskonały warsztat i pełna kontrola
„zasad” obowiązujących w kinematografii. Dzięki temu nie pojechałem zbyt offowo,
bo i w wypadku tego filmu byłoby to niewskazane. Adam, z którym znam się
najdłużej i z którym dawno temu podczas licznych wagarów, sącząc piwko
siadaliśmy na grobie Staffa, na Powązkach i snuliśmy plany na przyszłość,
wniósł do filmu inne spojrzenie. Upiększył go swoją plastyczną wrażliwością.
Dzisiaj jest już pełną gębą filmowcem z wielką wyobraźnią. Kolejne dwie osoby o
trochę krótszym stażu panoptikonowym to najgłośniejszy na świecie Kierownik
Produkcji – Michał „Nachu” Naleśniak/
tutaj „Nachu” to ksywka a resztę dostał od mamy/. Człowiek, który dzięki
swojemu zaangażowaniu uratował parę moich neuronów wykonując robotę niewdzięczną,
ale niezbędną dla produkcji. To taki kierownik od wszystkiego. I ostatnią osobą
zakotwiczoną w filmie jest Pani Fotograf Planu potocznie zwana fotosistką –
Ania Wojciulewicz. Nie była tylko na pierwszych zdjęciach, gdy zawieszaliśmy
flagi na ratuszu. Zawsze gotowa do pracy, czy z gorączką, czy po nieprzespanej
nocy. Poza zdjęciami, które jak wszyscy wiedzą są świetne, wnosi na plan
śmiech. Zaraźliwy śmiech, który łagodzi nieco częstą opryskliwość reżysera. Ten
rechot zresztą chcę wykorzystać jeszcze raz, podczas premiery filmu. Posadzę
Anię obok innego znakomitego gościa Zbyszka Mikielewicza, który podobne radosne
dźwięki wydaje, tylko tenorem. I ta para sopranistki i tenora zrobią mi komedię
z filmu, gdy tylko razem wybuchną śmiechem.
piątek, 5 października 2012
IV Festiwal Jednego Gościa
Wyglądało na to, że tegoroczny Festiwal Jednego Gościa się
nie odbędzie, bo ów gość nie ma co pokazać. Jak wpadłem w „Panoptikon”, to na
inne produkcje nie ma czasu. Wystarczyło jednak zmienić odrobinę formułę i z radością
oznajmić światu, że IV Festiwal Jednego Gościa się odbędzie. 11 listopada
powróci w miejsce gdzie kilka lat temu startował, do Dawnego Teatru Wiczy
zamienionego obecnie na Klubokawiarnię Kawalerka. Przedtem jednak trzeba
nakręcić jakieś filmy, tyle tylko, że ja nie mogę. To inni niech się postarają.
Tegoroczny pokaz będzie pod hasłem „ONI ZAWSZE WIEDZĄ, CO ROBISZ”. Oni to władza, oni to służby wszelakie, oni
to korporacje oni to …. A Ty to ten, który wie, że jest obserwowany, ty to ten,
który weźmie kamerę lub inny sprzęt nagrywający obraz i sfilmuje tych inwigilujących,
czyli ONYCH. Pokaże w krótkim ujęciu współczesne metody inwigilacji np .kamery
uliczne, Internet itp.
Nakręcisz 20
sekundową sekwencję i przyniesiesz ją 11 listopada o godz.19.00 do Kawalerki, a
my ją pokażemy na festiwalu i najlepsze włączymy do filmu ”Panoptikon” (oczywiście
podpisane nazwiskiem autora zdjęć). Będzie to festiwal „przebitek”. Oprócz
tego, że najlepsze ujęcia wejdą do filmu, to zwycięzca otrzyma nagrodę „Supergościa”.
W tym roku będzie to pocisk, który zabił Hitlera, naszego filmowego, wydłubany
ze ściany.
I jak to bywa na najdziwniejszym festiwalu świata - formalności
nie ma. Zgłoś tylko do 1 listopada chęć uczestnictwa w Kawalerce – Rynek Staromiejski 1 i
przynieś film na pen-drivie 11
listopada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)