niedziela, 15 września 2013

Gołe baby i parowóz





Czasami, a w zasadzie to zawsze z wielkich planów pozostają tylko strzępy. I dlatego warto je mieć w ilościach nadmiernych, aby po selekcji pozostało ich tyle, co by wystarczyło na ciekawe życie. Czyli w sam raz. Zalewając się rzewnymi łzami odpływa mi w dal film o Grossównie. Sypnął się, zgrzytnął i padł. Trzeba go na chwilę do szuflady schować, może dojdzie do siebie, bo temat piękny i porywający. Album o „Panoptikonie” też legł w gruzach, chociaż historia tej porażki jest na tyle absurdalnie metafizyczna, że warto by to wykorzystać jako kanwę kolejnego filmu. Strzępy scenariusza już mam. Wystarczy teraz chwilę poczekać, na ten pstryk w głowie, gdy wszystko się poskłada w całość. I już. Byłby to mój pierwszy film z gatunku pure nonsense.
A reszta do przodu ruszyła. Do pierwszego filmu „Bicie serca” już prawie wszystko gotowe i co najważniejsze ekipa przebiera nóżkami. A jak są fajni, kreatywni ludzie to można cuda zdziałać. Przynajmniej tak to wygląda na etapie werbalnego okresu tworzenia filmu. Czas pokaże ile są warte te wszystkie Balcerzaki, Biardy, Najdery, Packi, Hince i inne Smoki. Nowa ekipa, nowe doświadczenia. A póki co, to jeszcze drzeć japy nie muszę. Co przyznam, trochę mnie smuci, gdyż tak się ostatnio wyluzowałem, że mi się wrzeszczeć nie chce i przez to charakter mi się psuje. Pierwszy klaps za kilka dni, w prosektorium.
Drugi film zaczynam już w środę, od gołej baby i golusieńkiego faceta. Nie ma to jak ostro zacząć. Pierwsze ujęcia to sen Brunona Schulza, bo o nim film będzie. To jednak przedsięwzięcie na długie miesiące. Film ponury, okrutny i wielki. No przynajmniej logistycznie. I nawet jak się uda parowóz będzie.
I trzeba jeszcze pomyśleć o Festiwalu Jednego Gościa, bo termin się zbliża.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Komentarz z Ostromecka





Po filmowym spotkaniu w Ostromecku w sprawie Regionalnego Funduszu Filmowego należy się komentarz. Niektórzy czekają trzęsąc portkami. Oto on : xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx.
 I tyle. Cenzura. Młody Pan Żydowicz mi zabronił się wypowiadać, ponieważ wszystko psuję i skłócam środowisko filmowe. I jak fundusz nie powstanie to też będzie moja wina a tego bym nie chciał. Przez tą moją niewyparzoną gębę. To będę milczał zgodnie z jego życzeniem. Pan każe sługa musi.
A szkoda bo tam pod tymi krzyżykami same miłe rzeczy pisałem. Może kiedyś……
UWAGA!!! To NIE jest moje osobiste spojrzenie na niedzielne spotkanie filmowców regionalnych w Ostromecku ani nie reprezentuję żadnego środowiska to tak naprawdę jest zdanie mojej sąsiadki, Pani Pelagii, co najpiękniejsze pelargonie hoduje na balkonie.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Prawie,prawie a wygrałem



Fot.Anna Wojciulewicz

Zaczęło się od zwykłego zakładu. Gadka szmatka, rąsia rąsia i przecięte. 100 laików pod dowolnie wybranym przeze mnie zdjęciem a zamieszczonym na facebooku. Po co? Nie wiem. Zakłady mają często to do siebie, iż nie muszą być sensowne. Trzy dni i żadnych ogłoszeń, wydarzeń i budowania piramidy. Tylko ręczna robota, pierwotne działania. 100 to jednak na mnie dużo. Co innego, gdybym tak miał chociaż miseczkę nr.4, włos bujny po pas i rzęsy czterokrotnie wydłużone. Ale nie mam, mam tylko gębę siekniętą upływem czasu, włos sporadyczny i krótki a klatę płaską jak pas startowy na lotnisku w Modlinie. Czyli odpada. Można by zaszokować, gołą dupę pokazać albo zdjęcie rentgenowskie swoich płuc. Niestety, nie posiadam takich fotek. Zamieszczenie mojej podobizny z napisem „Wyszedł z domu i nie wrócił. Ktokolwiek wie” nie wchodziło w rachubę, bo to jednak ogłoszenie. W serialu żadnym nie występowałem, w kółko na motorku nie jeżdżę, ani nawet nie gram chociażby na bębenku. Fanów nie mam, to co zrobić? Przyszło mi osobiste prośby słać do każdego, kto tylko zieloną kropkę zapali. I się udało.
Stówka była na dwa dni przed czasem. Zakład wygrany. A ile w tym czasie ożywionych kontaktów, niespodziewanych rzeczy się wydarzyło. No prawie się wydarzyło. Kilkoro współpracowników do kolejnych filmów się znalazło. Prawie, bo trzeba się jeszcze bliżej poznać i myśl artystyczną wymienić. Sprzedałem kilkanaście płyt z Panoptikonem. Prawie, bo filmu jeszcze nie ma na płycie. Ciekawą projekcję, plenerową filmu, na rampie kolejowej uzgodniłem. Prawie, bo jeszcze trzeba to zorganizować. Z największym toruńskim opozycjonistą założyłem komitet wyborczy. Prawie, bo jeszcze nie za bardzo wiadomo jaki i o jakie wybory chodzi. I wiele jeszcze różnych takich „prawie”. Największe jednak „PRAWIE” to takie, że prawie artystą się stałem, prawie sztukę uprawiałem i performance zrobiłem. Gdybym nie dla skrzynki piwa całą tę akcję rozbujał, ale jakąś ideę delikatnie musnął i w realu na ulicy, między ludźmi w interakcję wszedł, to by było coś. A tak, to tylko fejsowym performerem zostałem w społeczeństwie zielonokropkowców.
A gdyby jednak miało chodzić o sztukę to dał bym to zdjęcie, które jest doskonałe. Wspaniały, dynamiczny, żywy portret społeczny. Jeżeli zgadzacie się ze mną to oczywiście lajkujcie.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Żyj tak,.........






fot.Łukasz Balcerzak

Czy można robić trzy filmy jednocześnie? Na to wygląda, że można. I dobrze. Jest energia, jest zapał, pomysły i dużo chętnych, gotowych do współpracy. Para –buch, koła – w ruch, jadę jak lokomotywa. I za Tuwimem powtórzę – „Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy ciebie zabraknie.”
Trzy krótkometrażowe, to w sumie wychodzi jeden wielkości „Panoptikonu”. Roboty na rok. A wszystkie są inne gatunkowo.
Pierwszy to film biograficzny. Nazwałem go „Ciastko z pieprzem”, czyli pierniczek z Torunia. Rzecz o przedwojennej mega aktorce pochodzącej z Torunia, Helenie Grossównie. Wprawdzie początkowo miał powstać fabularyzowany dokument „Piękna i Bystra” ale z racji tego, że urzędnicy od kultury całkowicie mnie zignorowali, mnie i samą postać tej wielkiej aktorki, przystępuję do planu „B”. Filmu skromniejszego, bardziej nastrojowego. Pierwsze zdjęcia już zrobiliśmy. To był wywiad z Krzysztofem Trojanowskim, toruńskim biografem aktorki. Czekają nas jeszcze zdjęcia w Poznaniu, w Warszawie i dużo ślęczenia w Filmotece Narodowej.

Drugi film jest offowy. Scenariusz napisaliśmy z Krystianem Wieczyńskim. Wstępnie nazwaliśmy go „Bicie serca”. To thriller o perypetiach chorego serca z psującą się żarówką w tle. Do zdjęć przystąpimy w październiku. Prawdopodobnie nie w Toruniu, gdyż to już zakrawa trochę na masochizm.

Trzeci natomiast jest z gatunku moich najbardziej ulubionych. To będzie fabularyzowany dokument, film historyczny. Opowieść z ostatnich dni życia Brunona Schulza. Nazwałem go jego słowami „Nie wyżyte życie”. Scenariusz ukończony, skończyłem go  trzy dni temu i wymaga zapewne jeszcze poprawek, ale pierwszy raz przy takiej pisaninie się wzruszyłem. Gdy musiałem rozstrzelać trzy Żydówki więźniarki, to łezka w oku mi się zakręciła.

sobota, 27 lipca 2013

Fanatycznie .....




W upalne dni od czasu do czasu oddaję się plebejskim uciechom. Kocykowo zalegam w promieniach słonecznych na piasku u brzegu wody. Kładę się na plaży i hoduję czerniaka. W tym wypadku to jednak nie ultrafiolet może stać się przyczyną ciężkiej choroby, ale nieuchronne obcowanie z przypadkowo dobranymi rodakami. Letni sprzedawca kiełbasek poza fetorem przypalonego tłuszczu umila czas gawiedzi muzycznymi hitami typu „Ona tańczy dla mnie”. Spasione brzuchy falują do rytmu, dziatwa wrzeszczy, a nieco starsi, co już pierwsze pryszcze mają na twarzach popijają piwko. A ja między nimi siedzę w cieniu i obserwuję, analizuję i też z ubawieniem podsłuchuję. I taka to myśl mnie dopada. Są na tej plaży rodacy różni, biedni i bogaci, mądrzy i głupi, starzy i młodzi. A jedno co ich łączy, co pozwala uwierzyć w to, że są z jednej nacji, z jednego narodu się wywodzą, to słowo „kurwa”. Z przedrostkami, z przyrostkami i odmieniane na wszelkie sposoby. „Kurwią” wszyscy, wszędzie bez ładu i składu. Podobno to wulgaryzm, tak przynajmniej kiedyś sądzono. A świadczyć o tym może fakt, iż do dzisiaj nikt nie używa takich słów przy dzieciach. Nie wiadomo zresztą, dlaczego gdyż one doskonale to słownictwo już opanowały. Pewna nastolatka plażowa do swojego młodszego brata, gdy ten wyrzucił pustą butelkę na piasek powiedziała: „Weź, kurwa wyrzuć ją do kosza! Kto cię tak, kurwa wychował?”. No cóż, prawdopodobnie ta sama matka, ale te domniemane wulgaryzmy użyte przez starszą siostrę są w tym wypadku przejawem jej troski. Świadczą o więzi między rodzeństwem. Tak można zwracać się tylko do osoby bliskiej, czego kilkakrotnie doświadczyłem. Zfraternizowane osobniki często używają wulgaryzmów, jako przejawu sympatii i bliskości. Gdy jednak nasze drogi jakimś sposobem się rozjadą, to nagle zaczynają używać pięknej, poprawnej polszczyzny komunikując się ze mną. To doświadczenie każe mi się zastanowić nad formą rozmów z opakowaniem moich genów, moim synem. Kurwić czy nie kurwić. Udawać grzecznego czy wręcz odwrotnie? Pojechać po bandzie, co mogłoby w przyszłości, gdy już wyżyję życie, zaowocować elokwencją godną Bralczyka?