czwartek, 19 kwietnia 2012

Puzzle z planu




Wygląda na to, że trzeba by wrócić do filmu. Coś nakręcić. Dostałem na urodziny Gładycha w kawałkach. Jako znak. To wprawdzie nie ja byłem w rzeczywistości tak rozdrobniony, ale praca nad filmem. Ze znanych już powodów, ale też i innych. Tych bardziej ludzkich, emocjonalnych. Powstała w ekipie taka sałatka ze słabostek, fochów i jakiś dziwnych sytuacji. Przy takiej masie człowieczej, jaka przez film się przewinie, to chyba normalne. Mam do tego spory dystans i tylko sobie z boku obserwuję. A widzę wiele. Panoptikon – po prostu. Jeden artysta obrażonko sobie zafunduje i nie może potem zrozumieć, dlaczego świat nie uległ z tego powodu całkowitej destrukcji. Inny z kolei swoje sercowe niepowodzenia wypisał na wielkim transparencie i obnosi się z nim od rogatki do rogatki. Cierpiąc przy tym po słowiańsku za wszystkich, z fantazją godną potomka szlacheckich stanów, gwardzistów spod Samosierry i bohaterów bitwy pod Lenino. Pewne nieopierzone dziewczę, co to dokonało w swoim życiu na razie tylko tyle, ile ja schowałem w jednym małym kartoniku w piwnicy z napisem „pioruńsko stare dzieje” nieustannie doprowadza mnie do stanu przejścia w parę. Na każdych zdjęciach najnormalniej w świecie mnie opieprza w sposób wręcz belferski. A ja skruszony za każdym razem zastanawiam się czy przypadkiem nie powinienem wpisać jej nazwiska pod napisem „Prawdziwy Reżyser”.  Jeszcze to toleruję w oczekiwaniu aż się skroplę i wyleję.
No, jednym słowem jest wesoło. Tygiel ludzkich dusz. Cóż, poskładam to wszystko od nowa jak poskładałem puzzle i czas zrobić drugą połowę filmu. A w głowie już kolejny powstaje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz